piątek, 28 czerwca 2013

Jestem człowiekiem którego los obdarzył niezwykłą historią związaną z koniem. Zanim mój leciwy dziadek został moim wierzchowcem zjeździł pół polski a ja zdążyłam oswoić się z myślą że biega po niebieskich pastwiskach. Ktoś gdzieś jednak chciał inaczej i nasze drogi na nowo się spotkały. Piszę o tym dlatego ponieważ wiem że są ludzie którzy kupując konia rzucają się na głęboką wodę, tak jak zrobiłam to ja 8 lat temu. Dziś z perspektywy czasu wiem że układ młody nie ujeżdżony koń i jak się okazało niezbyt doświadczony jeździec to zły układ. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło, przy okazji tego wydarzenia dowiedziałam się kto jest moim prawdziwym końskim przyjacielem a kto nie, poznałam wielu wspaniałych ludzi i oczywiście nauczyłam się że to czego my chcemy nie zawsze jest tym czego chce koń. Przez pierwsze dwa lata kiedy miałam swojego konia nauczyłam się więcej niż przez 6 poprzednich, zaczęłam także rozumieć że jeździeckie ego można schować do kieszeni kiedy napotyka się na swojej drodze "trudnego" konia. Jutro opowiem wam więcej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz