Zawsze gdy wracam myślami do chwil w których jadąc na koniu czułam że żyłam, na myśl przychodzą mi niemal od razu wszystkie małe i większe wyprawy na koniach. Mogę wam napisać że tereny, zwłaszcza takie trwające nieco dłużej niż godzina czy dwie potrafią na długo zapaść w pamięci. Pamiętam kilka takich szalonych pomysłów. Parę razy wyruszyliśmy na koniach w poszukiwaniu wschodu słońca, konie zdawały się być mocno zaskoczone gdy o 3 rano dawało się im jeść tylko po to by jak najszybciej rozpocząć wyprawę. Zdarzały się też tereny o zachodnie słońca albo te straszniejsze nocne wyprawy. Wspomnienia z takich chwil często są jak dawka glukozy, kiedy dopada człowieka chwila życiowych zwątpień, utrapień i problemów przywołuje się takie wspomnienia i znowu wracają pozytywne emocje. Szkoda że w naszym kraju nie ma w ramach lekcji wf-u obowiązkowej jazdy konnej, ludzie często nie zdają sobie sprawy ile jazda konna i obcowanie z koniem potrafi zaoferować. Gdy wyjeżdżam często za granicę, widzę jak tam popularyzowane jest jeździectwo, w Niemczech, Irlandii czy Skandynawii jeźdźcy są bardziej uprzywilejowani niż piesi w Polsce. Kiedy tak jedzie się po tych krajach, nie dziwi nikogo widok zastępu koni przemieszczających się między uliczkami, domami i parkami. Ciekawa jestem jakie wy mieliście ciekawe przygody podczas wyjazdów w teren? Może doczekam się pierwszego ochotnika który zechce podzielić się tym w komentarzu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz